poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 1

        Dzień, jak co dzień. Jak zwykle muszę zebrać się szybko do szkoły. Ta.. Szkoła. Obstawiam 20 zł, że babka od matmy znów mnie zapyta i dostanę pałę. W ostatnim miesiącu wygrałam 50 zł w takich zakładach. Ma się tą głowę do interesów. Jedna rzecz jest pewna. Nie odziedziczyłam tego po ojcu. Nie wiem, jak firma funkcjonowałaby bez mamuśki. Każdy chciałby mieć taką mamę. Piękna, młoda, zgrabna, seksowna. O właśnie przypomniałam sobie słowa babci "Jesteście, jak dwie krople wody (..)". Gdzie ona widzi podobieństwo? W moich grubych nogach ? Hmm.. Może to jednak urok odstających uszów ? Nie jestem do końca pewna. Zresztą, przejdźmy do konkretów. Tatuśkowi znów zachciało się przeprowadzki, to już 5 raz w tym roku. Tak było mi tu dobrze. Znalazłam sobie chłopaka. Może nie grzeszy pięknością, ale jest bardzo wysportowany. No i co najważniejsze lubię go, trochę bardziej nawet. Ale cóż, moich rodziców najwidoczniej nie interesują moje uczucia.
-Em, Em, śniadanie !
          Co to za zapach ?  Mmm czuję omlety. Uwielbiam je. Szczególnie te, które robi moja niania. Tak, tak, mam 17 lat, a mam opiekunkę. Nic dziwnego, skoro rodzice nigdy nie mieli czasu, aby mnie wychować. Dorothy jest dla mnie, jak druga matka.
-Jak minęła noc Emmi ? Mi bardzo dobrze. Tylko twoja mama chyba źle spała. Jest w złym humorze i chciała z tobą porozmawiać.
         Czym prędzej pobiegłam na taras. Nie zdziwił mnie widok leżącej na hamaku. Tacy to mają dobrze, brak obowiązków, a kasa sypie im się z rękawa. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a matka już rzuciła mi swoje srogie spojrzenie.
-Ile razy Cię prosiłam ? No ile razy? Dziecko, nie mieszkasz sama w domu, wyrzucaj te prezerwatywy do kosza. To Ty, jak zawsze swoje i latają po całym domu..
          Czasami wolałabym chyba mieć "normalnych" rodziców, którzy w takiej sytuacji zamknęliby mnie w piwnicy, albo kazali klęczeć na grochu. Ze zbytnio dużej swobody rzadko kiedy wynika coś dobrego.
                                                                       *           *           *
-Emma!
            Auć ! To bolało. Właśnie oberwałam piórnikiem Alexa od pani Phillips. Nigdy nie byłam pewna co znajduje się w tym piórniku. Ale to coś bardzo śmierdzi.
- Powiedz mi, na czym skończyłam moja droga?
           W takich sytuacjach nigdy nie mogę pojąć nauczycieli. Przecież widzi, że nie uważam, a pyta mnie o takie rzeczy.. Nauczyciele są tępi czy tylko takich udają ? Ona niestety nie udaje.
Po komendzie "W tej chwili do dyrektora" zabrałam swoją torebkę i wyszłam z sali. Idąc do gabinetu władcy szkoły zastanawiałam się, gdzie tym razem się przenosimy. Czy będzie to piękny apartament w samym centrum Nowego Jorku czy może piękna dzielnica w Paryżu. Niestety, nie miałam pojęcia. Mogłam jedynie wymyślać sobie niestworzone historie na ten temat.
Drzwi do gabinetu były zamknięte. Dziwne. Jestem tutaj częstym gościem i pierwszy raz spotkałam się z czymś takim. Panowała tam dziwna cisza. Przestraszyłam się. Uchyliłam delikatnie drzwi. Usłyszałam ciche jęki, jakby kogoś mordowano. Nie byłam pewna co zrobić. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby zadzwonienie na policje, ale nie miałam czasu na takie rzeczy. Z całej siły kopnęłam drzwi, już chciałam się rzucić na napastnika z pięściami i.. Jedyne co ujrzałam to ujeżdżającą dyrektora sekretarkę. Fuuuj. W tym momencie zaczęło mnie cieszyć to, że wyjeżdżam..
                                                                      *          *          *
           Ostatnie godziny dłużyły się, jak nigdy. Może to dlatego, że zawsze tak wyglądają moje podróże? Nikt z nikim nie rozmawia. Jedynie niania raz na czas do mnie zagada. Idzie się do tego przyzwyczaić. Do tego, że tracę cały czas kogoś bliskiego także. Trochę żal mi mojego już "ex" chłopaka. Ale lepiej sobie radzę nie żegnając się z kimś. Wtedy odejście przychodzi mi jakoś łatwiej.
Podróż trwała już 6 godzin. Chciało mi się siku, a w dodatku było mi niedobrze.
Właśnie przejeżdżaliśmy kogo wielkiego lasu, ciągnącego się przez kare km, kiedy dostrzegłam pewien domek. Był duży, 2 piętrowy, wyglądał na bardzo stary. Nagle tata zatrzymał auto. "Wysiadamy"- rzekł. Szczerze, nie zachwyciła mnie wizja mieszkania na takim pustkowiu. To zazwyczaj w takich domach umierają wszyscy domownicy, a najmłodsza córka wiąże się z wampirem. Boże, nienawidzę wampirów. Są takie przereklamowane. Ostatnio "podobno" był jakiś napad wampirów na bank. No co za idioci to wymyślili.. Po co wampir miałby okraść bank? Idiotyzm.
Wysiadłam z auta. Poczułam się nieswojo- postawiłam nogę na trawie. Dla większości z was może wydawać się to śmieszne co właśnie powiem, ale ja od paru lat nie chodziłam po trawie. Od kiedy pamiętam zawsze mieszkaliśmy w wielkich miastach i jedyne po czym mogłam chodzić to beton, ewentualnie kostka brukowa. Udałam się w storę małego pomostu znajdującego się obok domu. Prowadził on do niewielkiego stawu. Coś wspaniałego.. Nie umiem pływać. Teraz na pewno morderczy wampir mnie zabije.
Weszłam do domu. Był na prawdę ogromny. Mój pokój znajdował się na 1 piętrze. U samej góry zaś był strych. Na niego też wolałam nie wchodzić. Za pewne znalazłabym tam zdjęcia starych domowników, a potem zapewne musiałabym odpędzać ducha jakiejś Mary. Nic nowego. Takie rzeczy to u mnie dosłownie na co dzień.
Położyłam się na łóżku. Było wyjątkowo wygodne, aż zrobiłam się senna. Jutro czas na nową szkołę, trzeba w końcu się wyspać.


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz